O autorze
Badacz żywności z głębin, właściciel Fish Lovers. Więcej o mnie: jakubpieniazek.pl

Zabijam (homary) i wcale się tego nie wstydzę

Homary europejskie
Homary europejskie Stormsearch (http://www.flickr.com/people/coppelia-crafts/)
Jestem wszystkożerny. Ewolucja wyposażyła mnie w ręce i mózg, doskonałe i wyrafinowane narzędzia zdolne do zabijania i porcjowania zwierząt. Moje zęby doskonale sobie radzą z miażdżeniem tkanki mięśniowej zwierząt, a mój układ trawienny nie ma problemów z trawieniem mięsa, które lubię i jadam od czasu do czasu. Nie jest mi obojętny dobrostan zwierząt ani środowisko naturalne, dlatego unikam zwierząt pochodzących z masowej produkcji. Dzieciom tłumaczę, że żeby jeść mięso musimy zwierzęta zabić, tak jak robią to inne zwierzęta. Tylko, że my ludzie zabijamy szybko, w przeciwieństwie do tego, co się dzieje w świecie zwierząt, gdzie ofiary są często na żywca rozszarpywane na strzępy.

Spór o homary trwa już od dłuższego czasu. Od kilkunastu lat grupy naukowców starają się rozszyfrować czy prymitywne wodne bezkręgowce, takie jak homary, czują ból. Jedni mówią o prostym układzie nerwowym, braku czegoś, co można nazwać mózgiem, i o refleksach, jako reakcji na bodźce. Inni zaś twierdzą, że zdecentralizowany układ nerwowy wcale nie jest taki prymitywny, i że reakcja na bodźce jest rodzajem bólu, który nakazuje homarom oddalić się od źródła bodźców (np. kryjówki, w której dochodzi do wyładowań elektrycznych). Nie wiemy, czy jeśli zwierzęta te coś czują to odczuwają to tak samo jak my. Czy homarzy „ból” równoznaczny jest z naszym (ludzkim) cierpieniem, czy to wyłącznie mechanizm, który nakazuje im się oddalić od źródeł potencjalnego niebezpieczeństwa. Cała ta dyskusja poza tym, że wciągająca z naukowego punktu widzenia, do życia konsumenta nie wnosi żadnej wartości. Homara i tak trzeba zabić. I trzeba zrobić to szybko.



Zabijanie zwierząt kiedyś nie było tematem tabu. Jako kilkuletnie dziecko bywałem na wsi. Widziałem jak kurom odcinało się głowy, jak z królików ściągało się skórę, jak upuszczało się krew świniom. To wszystko było częścią naturalnego porządku rzeczy. Naszym łącznikiem z naturą. Do zwierząt hodowlanych czuło się większy respekt niż dzisiaj, dogadzano im za życia, rozmawiano z nimi, dbano o nie, od początku wiedząc, że i tak skończą pod tasakiem. Slow food w pełnej krasie.

Dziś niektórzy w naszym kraju starają się nam wmówić, że włożenie żywego homara do wrzątku to barbarzyństwo, niegodne człowieka. Używają naprzemiennie haseł śmierć i cierpienie, i misternie rysują obraz tych, którzy homary spożywają, jako lubujących się w mordowaniu katów. A tymczasem zabijanie, w najszybszy możliwie sposób, zwierząt w celu późniejszego ich zjedzenia, to jedna z cech charakteryzujących nasz gatunek.

Martwi mnie, że te pseudoekologiczne postawy przenikają z coraz większą siłą do środowisk ekologicznych. Do organizacji, które dbają o rzeczy ważne, i stoją na straży np. dobrostanu żywych istot. Jak wytłumaczyć, że polski oddział WWFu wprowadził na listę NIE KUPUJ! homara? Na dodatek nie informując, że gatunki homara są dwa, i że tym bardziej popularnym jest homar amerykański Homarus americanus, który przeżywa swój historyczny boom po drugiej stronie Atlantyku (nigdy nie występował tak obficie). Homary na polskiej liście WWF reprezentuje homar europejski Homarus gammarus, który wg. Czerwonej Księgi Gatunków zagrożonych IUCN (Międzynarodowa Unia Ochrony Przyrody i Jej Zasobów) jest gatunkiem najmniejszej troski czyli gatunkiem któremu do wyginięcia baaaardzo daleko. MSC (Rada Zarządzania Zasobami Morskimi) również poleca homary na swojej liście ryb i owoców morza bezpiecznych do jedzenia, także europejskie z europejskich certyfikowanych łowisk.

Nie dajcie się pseudoekologom, jedzcie homary, kupujcie je żywe, i sami przyrządzajcie, pokazując dzieciom, że mięso nie rośnie na tackach w supermarketach, tylko pochodzi od żywych zwierząt.
Trwa ładowanie komentarzy...