Octoburger. Pierogi z seriolą i omułkami. Sałata morska. Rewolucja nadchodzi.

Vellala Aquapod - jeden z testowanych systemów offshore. Swobodnie dryfujące klatki z seriolami.
Vellala Aquapod - jeden z testowanych systemów offshore. Swobodnie dryfujące klatki z seriolami. Credit: Alan Everson, NOAA Aquaculture Office
W 2050 ziemię będzie zamieszkiwało 10 miliardów ludzi. ONZ przewiduje, że przez niecałe 40 lat musimy zwiększyć produkcję żywności o 70%. Aby stało się to możliwe musimy przenieść sporą część produkcji do wody, a właściwie do mórz i oceanów. Od tego czy zrobimy to dobrze, zależy przyszłość naszego gatunku. Błękitna rewolucja, czyli prężny rozwój sektora akwakultur trwający od lat osiemdziesiątych, musi trwać, ale musi się też zmienić. Na lepsze.

W 1986 ledwo ponad 10% ryb (i owoców morza) trafiających na nasze stoły pochodziło z akwakultur. Dziś to aż 50%, a w 2050, przewidywania wskazują na 70%. Postęp, który nastąpił przez te ponad 20 lat, to zasługa rozwoju technologicznego systemów produkcji. Przeszliśmy z mało rentownych systemów ekstensywnych na intensywne. Zaczęliśmy produkować więcej, wykorzystując większe zagęszczenia. Musieliśmy wprowadzić sztuczną paszę. Modele produkcji stawały się coraz bardziej wyrafinowane. Zaczęliśmy tworzyć prawdziwe parki hodowlane wyposażone w wylęgarnie nastawione na produkcję młodych ryb. Ten postęp technologiczny pozwolił nam na przeniesienie akwakultur z lądu do morza, do tzw. dryfujących klatek (akwakultura offshore). Dziś o akwakulturach mówi się coraz więcej. Nie jest już bowiem możliwe znaczne zwiększenie poziomu odłowów z naturalnych zasobów rybnych, nie powodując zagrożenia dla zdolności regeneracyjnych tych zasobów w przyszłości. Dlatego dziś mówi się raczej o ochronie a nie eksploatacji zasobów rybnych. Akwakultury przychodzą z pomocą.



Ryby i owoce morza posiadają wysoką jakość odżywczą, i co niezwykle istotne w dzisiejszych czasach, dużo lepiej przekształcają pokarm w mięso niż zwierzęta lądowe. Do wyprodukowania kilograma ryb wystarcza średnio zaledwie 1,2 kg paszy. To niezwykły wynik, bowiem przy produkcji np. wołowiny, na kilogram mięsa przypada aż 8 kg paszy, nie wspominając o cennej, słodkiej wodzie, której do wyprodukowania tego samego kilogram wołowiny potrzeba aż 15 tys. litrów. Kwestia braku miejsca na lądzie przeznaczonego na produkcję żywności (a także i pasz) również odgrywa istotną rolę. Wykorzystanie potencjału oceanów to słuszny i tak naprawdę jedyny kierunek.

Aby sprostać wymogom zmieniającego się świata, ilość ryb i owoców morza pochodzących z akwakultur musi się podwoić, przy jednoczesnym ograniczeniu oddziaływania na środowisko. To główne wyzwanie dla akwakultur w kontekście przyszłego rozwoju. Jedna ryba w trakcie tarła (np. sola) potrafi złożyć milion jaj, z których w warunkach naturalnych przeżyje 0,01%. W warunkach kontrolowanych możemy spowodować że z miliona jaj będziemy mieli milion małych rybek! Podstawowy problem to znalezienie paszy idealnej. Takiej, która nie będzie oparta o składniki pochodzące z rolnictwa, które ma ograniczone możliwości dostarczania żywności, oraz będzie wysoko przyswajalna. Im więcej pokarmu jest przekształcane w tkankę mięśniową, tym mniej odchodów (azot i fosfor) powstaje, i tym mniejszy wpływ na środowisko. Ryby morskie to gatunki przeważnie mięsożerne. Do prawidłowego wzrostu potrzebują odpowiednich proporcji białek i tłuszczów. Do tej pory do produkcji pasz wykorzystywano głównie mączki i oleje rybne wytwarzane przede wszystkim z małych rybek pelagicznych poławianych przemysłowo. Intensywne połowy paszowe, jednak szybko wyniszczają morskie ekosystemy, zaburzając równowagę gatunkową przez załamywanie naturalnych łańcuchów pokarmowych morskich organizmów. Dlatego dziś pod lupą naukowców znajdują się przede wszystkim algi zawierające wielonienasycone kwasy tłuszczowe oraz mączki z owadów jako źródło protein. Jesteśmy bardzo blisko znalezienia paszy idealnej, nie tylko w kategoriach przyswajalności, ale też i zmniejszenia oddziaływania na środowisko. Musimy jeszcze tylko pomyśleć nad nowymi formami wykorzystania stref przybrzeżnych i systemów offshore na pełnym morzu, tak, aby hasło zrównoważone akwakultury stało się rzeczywistością.

Poza rybami morskimi czeka nas też rewolucja w spożywaniu owoców morza. Małże, których hodowle należą do najbardziej zrównoważonych form produkcji żywności na świecie, będą stawały się coraz częstszym gościem na naszych stołach. Ich produkcja nie wymaga dokarmiania, żywią się zaledwie tym, co naturalnie występuje w wodzie morskiej (wszelakie formy planktonu od bakterii po mikroalgi), i stanowią cenione źródło wysokoprzyswajalnego białka i mikroelementów. Ośmiornice, zwierzęta szybko się rozmnażające, szybko rosnące i o bardzo krótkim cyklu życia, też z pewnością staną się częstym składnikiem naszej żywności. Zaczniemy jeść też więcej alg, które pomimo doskonałych wartości odżywczych dziś jeszcze nie cieszą się zbytnią popularnością. Ryby słodkowodne (przeważnie roślinożerne), które mają niższe niż u ryb morskich potrzeb energetyczne, i będą pochodziły z systemów współzależnych (akwakultur zintegrowanych) pozwalających na jednoczesne produkowanie ryb i roślin (np. akwaponika), prawdopodobnie również zwiększą swój udział w naszej diecie.

Już niedługo, słowo mięso zacznie nam się kojarzyć przede wszystkim z proteinami morskiego pochodzenia.
Trwa ładowanie komentarzy...