Fish Lovers - najświeższe ryby i owoce morza w Polsce

Niektóre z naszych owoców morza na Targu Śniadaniowym
Niektóre z naszych owoców morza na Targu Śniadaniowym Fot. Jakub Pieniążek
Powroty do ojczyzny nie są łatwe. Niosą za to ze sobą bagaż ciekawych doświadczeń i świeże spojrzenie. W moim przypadku także świeże ryby i owoce morza, i to prosto z atlantyckich wód Portugalii. Wiedza i know how którego nie zdobyłbym w Polsce, pozwoliła mi wynieść temat ryb i owoców morza na zupełnie nieznany w kraju poziom. Poznajcie Fish Lovers.

Kiedy po 10 latach w Portugalii, wylądowałem w Polsce we wrześniu zeszłego roku, wiedziałem, że ryby i owoce morza będą moją turbiną napędową. Pomimo tego, że zawodowo zajmowałem się organizacją turystyki korporacyjnej, działalność naukowo-degustacyjna wokół ryb i owoców morza pochłaniała cały mój wolny czas ostatnich 4 lat. Nawet córkom na dobranoc opowiadałem historie z głębin. Nie potrzebowałem dużo czasu, żeby zauważyć, że to, o czym pisałem na platformie oceanozercy.pl nie ma odniesienia do polskiej rzeczywistości. Trzy gatunki nieobranych, surowych krewetek (dwa gatunki dzikie, jeden hodowlany z Ekwadoru), które dla prób kupiłem w osiedlowym supermarkecie obok mojego domu w Lizbonie, w Polsce nie miały racji bytu. Coś, co tam było powszechnie dostępne, tutaj po prostu nie funkcjonowało. Absurdy takie jak nazywanie szprotów sardynkami na puszkach polskiej produkcji (tak UE na to pozwala, ale na zachodzie nikt tego nie robi), nazywanie mrożonych filetów tanich ryb płastugokształtnych filetami z soli (podczas gdy z prawdziwą solą, Solea solea) nie mają nic wspólnego, czy sprzedawanie rozmrożonych krewetek tropikalnych (Penaeus vannamei) jako świeżych hodowlanych z Morza Śródziemnego w eleganckich delikatesach z żywnością, było tylko potwierdzeniem, że Fish Lovers musi powstać. Ilość błędów, w sporej części zapewne niezamierzonych, przeraża mnie cały czas. Moja wczorajsza wizyta przy stoisku rybnym w jednym ze stołecznych hipermarketów odsłoniła takie kwiatki: szczypce kraba kieszeńca sprzedawane na wagę miały plamy z pleśni, makrela była opisana nazwą gatunkową czarniaka, ostrygi holenderskie z Yerseke były sprzedawane jako francuskie, labraksy sprzedawane jako świeże były pozbawione śluzu, miały zeschniętą skórę, a Pan poproszony o pokazanie skrzeli, nie był ich w stanie znaleźć na rybie. Wąchanie dorsza zakończyło się zawrotami głowy. Mamy w Polsce problem z rybą. Ryba niestety za bardzo śmierdzi. I dosłownie i w przenośni.



Wiem, że to wszystko wynika z uwarunkowań historycznych, braku prawdziwej kultury kulinarnej, i przede wszystkim małej siły nabywczej polskich portfeli, ale pomimo tego, że Warszawa w której mieszkam się zmienia, świadomość produktu rośnie, wszystko co dotyczy ryb wydaje się stać cały czas w tym samym miejscu. Wydaje mi się, że sytuacja ta wynika z braku wiedzy, pasji i etyki w rybnym biznesie. Większość biznesów rybnych w Polsce to też niestety biznes dla biznesu, nic więcej. W Portugalii najlepsze firmy z sektora prowadzą biolodzy morscy, ichtiolodzy, inżynierowie akwakultur. Mają wiedzę i trzymają jakość z ryzach. Tutaj jeszcze do tego nie doszło.

W Fish Lovers wychodzimy z założenia, że Warszawa jak każda inna europejska stolica, powinna mieć dostęp do ultra-świeżych ryb i owoców morza, i wiedzy potrzebnej do prawidłowego “ujarzmienia” produktu. Dlatego od dwóch tygodni importujemy ryby i owce morza z krystalicznie czystych, pełnosłonych (smakują i pachną oceanem!) wód Północno-Wschodniego Atlantyku. Nasze ryby, przeważnie dzikie, a jeśli hodowlane to tylko ze zrównoważonych systemów produkcji (np. seminaturalna hodowla lagunowa) przylatują na Okęcie bezpośrednim samolotem znad Atlantyku, z Lizbony, i zaledwie dobę temu były w wodzie! To jest świeżość w Warszawie nieznana. Przyjdźcie spotkać się z nami, jesteśmy dla Was, mieszkańców, co sobotę na Targu Śniadaniowym na Żoliborzu z pięknymi rybami i owocami morza. Zresztą zobaczcie sami na załączonych zdjęciach. Jakość, świeżość i zdrowie naszych produktów bije po oczach.

Lada chwila będziemy uruchamiać sklep internetowy, ale już teraz możecie nas śledzić na facebooku. Zaczęliśmy już edukować, nie tylko poprzez przekaz wiedzy, ale i poprzez kontakt z jakościowym produktem, i już niedługo dzięki eventom kulinarnym pokażemy Wam co piszczy w… głębinach.

Mam nadzieję, że spotkamy się w sobotę na Targu Śniadaniowym. Do zobaczenia. Jakub Pieniążek.

Trwa ładowanie komentarzy...